Cypr Północny  z Matyldą  i Klementyną - czerwiec  2012

                            

                                        Pełny album zdjęć:

                 


Cypr z Matyldąi Klementy

  


    Kontynuując dalsze poszukiwania fajnych i łatwych miejsc w które moglibyśmy się wybrać z dziećmi i przy okazji żeby wyjazdy te nie nadwyrężyły budżetu, znaleźliśmy pewnego piątku bardzo tanią opcję na przelot wraz pobytem (śniadaniami) na Cypr Północny z Warszawy. Niewiele myśląc kupiliśmy bilety z wylotem prawie natychmiast tzn. za dwa dni.


Nie lubimy wyjazdów zorganizowanych i do tej pory byliśmy raz w życiu na takim w Tunezji z powodu bardzo młodego wieku natenczas (pięciu miesięcy) Matyldy. Teraz podobnie – Klementyna miała niespełna pięć miesięcy. Dodatkowym argumentem za wyjazdem na Cypr była cena oferty 399 złoty za całość czyli przelot, zakwaterowanie, śniadania, ubezpieczenie i transfery z lotniska.

I rzeczywiście był to strzał w dziesiątkę, dla dzieci idealna sprawa – przy hotelu kilka basenów oraz aqua park z mnóstwem atrakcji dla dzieci. Hotel też nie był położony w żadnym resorcie turystycznym czyli „getcie turystycznym” typu tunezyjsko – egipskiego których w Północnym Cyprze (czyli części tureckiej Cypru) jest chyba jeszcze nie za wiele, za to był fajnie usytuowany w małym miasteczku prawie przy samym morzu.


Nie chcąc się zbytnio zasiedzieć na miejscu i po skorzystaniu ze wszystkich atrakcji którymi dysponował hotel wypożyczyliśmy samochód na trzy dni żeby troszkę pozwiedzać zakątki Cypru Północnego. Problemem był jedynie ruch lewostronny- wzięliśmy więc auto z automatyczną skrzynią biegów żeby łatwiej było się poruszać – okazało się że w połączeniu z ruchem lewostronnym nie było to wcale ułatwienie, trzeba było się przyzwyczaić i do tego i do tego.


Jednego dnia wybraliśmy sie na wschodnie krańce Cypru czyli półwysep Karpaz który z racji statusu Parku Narodowego jest obszarem nadal dość “dzikim” przynajmniej jak na cypryjskie warunki, nie zadeptanym ze świetnymi plażami z bardzo nieliczną infrastrukturą turystyczną. Plaża Goldem Beach na której nie było prawie nikogo słynie z najczystszej wody w jakiej można się kąpać nad morzem śródziemnym. Plaża słynie z odwiedzających ją licznie żółwi które nocami wychodzą na nią z morza i składają jaja w piasku.

Przy okazji zwiedziliśmy kompletnie zapuszczone stanowisko archeologiczne - ruiny Aya Triasw jednej z wiosek Sipahi na półwyspie. Nazajutrz po spędzeniu nocy w bungalowach prowadzonych przez rosjan, pojechaliśmy na sam koniec półwyspu gdzie kończy się droga i można podziwiać tam pozostały bardzo ładnie zachowany monastyr Apostolosa Andreasa. Wszędzie pasą się dzikie osły które oczywiście były nie ladą atrakcją dla Matyldy. Wieczorem wracając do naszej miejscowości zahaczyliśmy jeszcze o ruiny starożytnej Salaminy nieopodal miasta Famagusta – tym razem już bardzo dobrze oznakowane i przygotowane do zwiedzania. Kolejnego dnia korzystając jeszcze z wypożyczonego samochodu pojechaliśmy do stolicy Cypru Nikozji a raczej Lefkosii – czyli jego tureckiej części. Po oglądnięciu wspaniałego głównego meczetu Selima, starówki i centralnego karawansjeru, wybraliśmy się piechotą naszą czwórką do części greckiej stolicy przechodząc dość dziwaczny punkt graniczny w centrum miasta. W części greckiej Matylda dostała jednak dzikiego szału z powodu wielkiej ilości gołębi i kotów na ulicy więc prawie nic nie pooglądaliśmy tak nas wymęczyła. Podpatrzeliśmy jedynie lokalne wesele w katedrze greko – katolickiej oraz zatrzymaliśmy sie na “grecko – cypryjskiej” kawie. Wieczorem zdążyliśmy jeszcze na drugą połowę meczu Polska – Grecja czyli właściwie na bramkę Greków więc chwil uniesień z rodakami z hotelu nie dane nam było przeżywać.


Nazajutrz zdaliśmy samochód wcześniej jednak podjechaliśmy do ruin zamku św. Hilariona dawnego klasztoru z XI wieku, w XII wieku zdobytego przez Ryszarda Lwie Serce. Położone są niedaleko naszego miasteczka, na wierzchołku wzgórza z którego roztaczał się bajkowy widok na wybrzeże. Zamek były inspiracją dla Walta Disneya i jego “Królewny Śnieżki” jest bajkowo położony na coraz wyższych poziomach wzgórza, kobiety więc zostały na dole gdyż nie było szans żeby z któraś z nich wspięła się na strome kamienie schody w niezliczonej ilości w ponad trzydziestokilku stopniowym upale. O wtaszczeniu wózka z Klementyną też nie było mowy.

Ostatniego dnia jeszcze raz “zaliczyliśmy” wszystkie atrakcje naszego hotelu, głównie ze względu na Matyldę czyli molo z zejściem nad morzem, dwa hotelowe baseny i aqua park również znajdujący sie na terenie kompleksu.


Podczas lotu powrotnego który trochę sie dłużył z powodu międzylądowania i tankowania w Turcji dziewczyny były bardzo grzeczne i nie dały w kość jak podczas powrotu z Grecji, cała podróż więc łącznie z powrotem do Katowic minęła bardzo przyjemnie.

           

Starożytna Salamina, Cypr Północny

                                                             powrót  do  menu   podróże