Litwa , Łotwa , Estonia, Finlandia  z Matyldą i  Klementyną -  sierpień 2017

                      

   Pełny album zdjęć: https://photos.app.goo.gl/h89Ntu1VPb8VYq8t1


            Po powrocie z Białorusi zrobiliśmy przerwę na popranie rzeczy i pozałatwianie pilnych spraw i gdzieś po około półtora tygodnia wyruszyliśmy ponownie samochodem z Tychów w tym samym kierunku północnym. Pierwszy nocleg zaliczyliśmy na miejskim kempingu w Łomży. Do rozbijania się „ na szybko” mamy dwa małe namioty dwójkę i jedynkę, nie rozbijajmy dużego rodzinnego żeby nie tracić czasu. Nikogo nie było żeby mu zapłacić za nocleg, rano więc ruszyliśmy dalej w stronę Suwałk. Tym razem ominęliśmy Białoruś i wjechaliśmy na Litwę kierując się na Kowno i dalej w stronę morza . 

  na Litwie na mierzei Kurońskiej      

            Celem naszym była mierzeja Kurońska o której dużo się wcześniej nasłuchaliśmy. Rzeczywiście jest bardzo malownicza, wydmy są olbrzymie i piękne. Na mierzei jest zakaz rozbijania się na dziko bo jest to park narodowy, jest tylko jedno pole namiotowe bardzo mocno obłożone. Jest tam miasteczko Nida na końcu mierzei, zupełnie malusieńkie i nastawione tylko na turystów i całkowicie skomercjalizowane. Fajną sprawą i okoliczną atrakcją jest ścieżka „kulturalna” przez las z odjechanymi rzeźbami z drewna lokalnych artystów . Zabudowa w miasteczku już lekko skandynawska a ceny też jakby oderwane od reszty Litwy. Plażowanie uskutecznialiśmy na plaży nudystów która była akurat najbliżej pola . Tłumów nie było wielkich bo żeby przyjechać tu tylko plażować ludzie raczej wybierają inne kierunki niekoniecznie związane z wjazdem i uiszczaniem opłat za park narodowy.

        Po trzech dniach na mierzei i po oglądnięciu jej wzdłuż i wszerz pojechaliśmy przez całkiem przyjemną Kłajpedę do Połągi gdzie znajduje się największe muzeum bursztynu w tej części Europy . Jest ono w pałacu Tyszkiewiczów położonym w pięknym parku gdzie można zrobić sobie fajną przerwę przed dalszą podróżą .

      na Litwie  w lesie  rzeźb przy Nidzie

Jechaliśmy dalej na północ do Łotwy kierując się w Stronę Rygi. Po zwiedzeniu miasta które jest bardzo mocno oblegane przez tłumy głównie z Niemiec zatrzymaliśmy się na nocleg w nadmorskiej turystycznej Jurmali. Olbrzymi kemping na terenie starego kurortu z socreala był nad samą plażą ale był brudny , zatłoczony i po jednej nocy uciekliśmy stamtąd. Pogoda cały czas dopisywała więc pojechaliśmy wybrzeżem żeby zatrzymać się w ustronnym miejscu już niedaleko granicy z Estonią gdzieś pomiędzy wioskami. Tu jużna kempingu żadnych tłumów nie było zaledwie kilka aut . Nie było bieżącej wody więc wypróbowaliśmy nasz prysznic z pompką do podłączania do gniazdka samochodowego. Sprawdził się bardzo dobrze.

gdzieś  na Łotwie

        Po paru dniach sennego wypoczynku na pustej plaży wjechaliśmy do Estonii. Tu też zatrzymaliśmy się na „Mini campingu” nad morzem gdzieś w lesie. Słońce dalej grzało więc znowu mieliśmy kilka dnia plażowania i leniuchowania . Nie jesteśmy grillowcami ale widząc a raczej wąchając na polu w Jurmali zapachy z niekończących się grilli kupiliśmy w markecie w Estonii nieduży sprzęt i od teraz oddawaliśmy się grillowaniu na każdej miejscówce.


            Jadąc dalej na północ zwiedziliśmy bardzo ładną Tarnawę z fajną zabudową już coraz bardziej przypominająca skandynawskie domostwa i pojechaliśmy na dwie największe Estońskie wyspy – Muhu oraz Saremę. Tu głównymi atrakcjami są wiatraki które co rusz można oglądać i wchodzić do nich oraz olbrzymi krater Kaali po meteorycie który uderzył w to miejsce ponad 4000 lat temu. Powstało w tym miejscu malutkie jeziorko. Obie główne wyspy estońskie są nieduże i można je objechać w jeden dzień. W końcu po dwóch tygodniach mieliśmy już dość plażowania choć pogoda cały czas była jeszcze słoneczna. Tak więc jeszcze na wieczór skierowaliśmy się w stronę Tallina gdzie zamelinowaliśmy się na bardzo fajnym polu „Sauna – punkt” przed miastem. Byliśmy jedynym namiotem – coś nie zbyt popularne jest tutaj spędzanie w ten sposób wolnego czasu. Mieszkały tu za to dwa koty od właścicieli które były celem codziennych „polowań” naszych dziewczyn. W ciągu dnia jeździliśmy oglądać Tallin w którym byliśmy 9 lat temu ale wtedy tylko przejazdem więc nic nie zobaczyliśmy. Tallin podobnie jak Ryga jest upchany turystami z całej Europy – jeszcze jest punktem tranzytowym na północ więc zaparkowanie w mieście graniczy z cudem .

na kempingu pod Tallinem


            Kolejnym krokiem miała być Finlandia więc pewnego dnia kupiliśmy bilety na prom i po dwóch godzinach byliśmy w stolicy. W Helsinkach całkiem inny klimat niż w Tallinie nie tak wielkomiejski i turyści mniej „ radzieccy”. W Finlandii postanowiliśmy oprócz namiotu nasze auto zamienić w dom tzn. noce spędzaliśmy głownie w nim. Pogoda w końcu się popsuła i teraz już praktycznie w większości lało i temperatura spadała z każdym kilometrem jazdy na północ. Staraliśmy się nocować parkując na parkingach autostradowych z zapleczem sanitarnym, potem już w głębi kraju gdzie nie było autostrad odbijać z dróg i spać przy lasach i łąkach gdzie popadnie. Tak więc obejrzawszy stolicę, pierwszy nocleg zaliczyliśmy na parkingu gdzie mogliśmy podpiąć nasze koce grzewcze . Rano co prawda obsługa widząc kilkudziesięciometrowy kabel z ubikacji do naszego auta wyłączyła go ale nie zdążyliśmy zamarznąć:).

            Aga namawiała mnie jeszcze wcześniej na podróż na koło podbiegunowe do św. Mikołaja jako główną atrakcję dla dzieci a ponieważ mieliśmy jeszcze czas, tak też postanowiliśmy zrobić. Najpierw wybraliśmy się do Turku gdzie niedaleko zlokalizowany jest park tematyczny Muminków. Jest mocno przereklamowany i dziewczyny pod koniec pobytu nudziły się. Ja w tym czasie obszedłem z buta Turku – akurat w dzień po zamachu nożownika pochodzenia arabskiego – tak więc oprócz pogody pewnie i to zadziało ze miasto było jakoś dziwnie puste i smętne.

        Niestety przed wyjazdem jeszcze z Tychów zapominałem wziąć butów. Zorientowałem się o tym dopiero Finlandii jak zaczęło lać i robić się zimno i uzmysłowiłem sobie że mam cały czas klapki na nogach. Myślałem że jednak gdzieś mam buty w aucie no ale ich nie było i w ten sposób przechodziłem całe wakacje w klapkach. Na kole podbiegunowym przy 7 stopniach nie było może to zbyt komfortowo ale tak się d nich przyzwyczaiłem że zdjąłem je dopiero w Tychach:)


        Z Turku pojechaliśmy na północ – cały czas zahaczając jak tylko się dało o IKEę. Zawsze można zutylizować dziewczyny na godzinę – dwie w bawialniach i mieć czas dla siebie poza tym jedzenie w „restauracji” w Ikeach jest jednym z nielicznych które nasze dziewczyny przyjmują bez większych problemów nie wspominając już o darmowych kawach dla nas. Tym sposobem zahaczyliśmy o wszystkie IKEE W Finlandii. Akurat były jakoś tak po drodze:)

gdzieś  w drodze  w Finlandii...

        I tak jadąc na północ po paru dniach zajechaliśmy do Rovaniemi słynącego z miasteczka św. Mikołaja umiejscowionego dokładnie na kole podbiegunowym. Rozbiliśmy się namiotem przy Rovaniemi Motel na przedmieściach miasta w szokująco niskiej cenie jak na Finlandię 10 euro za wszystkich. Czas więc spędzaliśmy albo o przy grillu albo w wiosce św. Mikołaja. Ponieważ to nie święta tłumów nie było ale klimat był już wybitnie jesienny. Atrakcji dla dzieci jest tam co niemiara, spędziliśmy we wiosce prawie dwa dnia, a to przy haskich, a to przy reniferach, a to grzejąc się na poczcie św.
Mikołaja do której to napływają listy od dzieci z całego świata.

Główną atrakcją jest oczywiście sama wizyta u św. Mikołaja która nawet przy całej tej komercyjno-kiczowatej otoczce robi wrażenie. Ogólnie Św. Mikołaj jest dostępne prawie 24 h:)

            

Czas jednak było się zbierać – szybko sobie wybiliśmy z głów dalszą podroż na Nord cup – deszcz padał już prawie cały czas, temperatura nie podnosiła się już powyżej 10 stopni więc należało obrać kierunek południowy. Po dwóch dniach zjechaliśmy do Helisinek odwiedzając skocznie w Lahti i po drodze różne IKEE. Spóźniliśmy się na nasz wieczorny prom wiec kupiliśmy go jeszcze raz na następny wieczór - mieliśmy jeszcze jeden dziań na dokładne zwidzenia miasta. Szczególnie fajnym miejscem był kościół Temppeliaukio wykuty w skale, z roku 1969 w którym odbywają się liczne koncerty i wydarzenia kulturalne.


Pogoda cały czas już była nieciekawa. Patrząc na ludzi wychodzących z saun przy porcie i wchodzących potem do zimnej wody dostawaliśmy dreszczy i chcieliśmy już jak najszybciej przedostać się na drug stronę zatoki fińskiej:)

        Podczas drogi powrotnej mieliśmy jeszcze jedną przygodę nocując w Tallinie na tym samy fajnym malutkim polu z kotami na którym byliśmy tydzień wcześniej. Przyjechaliśmy na nie głęboko w nocy i szybko wziąłem się do rozbijania namiotu. Jak już się z tym uprałem zaczęły nas dochodzić coraz to głośniejsze pijackie śpiewy i wrzaski z pobliskiej imprezy. Były coraz to głośniejsze - Impreza się rozkręcała ale nie było nic widać bo było to gdzieś poza żywopłotem. Nagle na pole zaczęło to wpadać najpierw kilku potem kilkunastu potem już prawie oddział mocno wypitych ziomali którzy zaczęli się gonić po polu . Byliśmy jedynym namiotem , obsługi już dawno nie było, zrobiło się więc średnio wesoło. Aga nie zgodziła się spać w namiocie, poszła spać z dziećmi do auta, ja też nie miałem jakoś ochoty zasnąć i poszedłem zrobić sobie jeszcze herbatę myśląc że pewnie impreza się wnet skoczy. Ale wychodząc z kuchni z kubkiem wrzątku zobaczyłem tak ponad dwudziestu pijanych, zachowujących się agresywnie chłopa rozebranych do pasa którzy nagle wszyscy biegną w naszą stronę. Aga pozamykała się w aucie od wewnątrz a ja patrzę jak wrzeszczą i biegną wszyscy do nas a że byli totalnie pijani wszyscy jak jeden poślizgnęli się przed naszym namiotem na mokrej trawie. Widok był taki że aż się poparzyłem wrzącą herbatą. Stałem jak wryty mając już przed oczyma OJOM jeszcze dzisiejszej nocy gdzieś w szpitalu w mieście. Po chwili wszyscy pozbierali się z trawy , otoczyli mnie i coś tam zabełkotali, ale jak usłyszeli że turysta nie ziomal z imprezy to nagle jak przybiegli tak szybko też oddalili się. Na szczęście to nie nas szukali. Rozebrani byli pewnie bo wyszli z sauny:) Tej nocy już nie zmrużyliśmy oka obserwując jeszcze długo jak taksówki rozwożą pijane towarzystwo do białego rana. A rano cisza spokój jak gdyby nigdy nic.


Po kolejnych dwóch dniach przez kraje bałtyckie zajechaliśmy do Tychów – tu pogoda jeszcze przypominała koniec lata:)

Helisinki

powrót  do  menu   podróże