Malta  z Matyldą i Klementyną VI  2015

                            

                                        Pełny album zdjęć:



Malta (2015) Z Matyldą i Klementyną


        Na Malcie byliśmy na przełomie czerwca i lipca – sezon trwał już w najlepsze ale zdarzały się loty węgierskim low-costem Wizzairem za całkiem rozsądne pieniądze. Wyspa jest mała, można ją eksplorować z jednego miejsca więc przed wylotem zarezerwowaliśmy sobie kemping – jeden z dwóch na całej Malcie, niekomercyjny, prowadzony przesz skautów – wolontariuszy. Po przejechaniu wyspy wszerz lokalnym autobusem nie mogliśmy go znaleźć, nie miał żadnych oznakowań. Wyglądał na niemal opuszczony, przez pewien czas byliśmy na nim sami. Nie było tam żadnych basenów ani tego typu atrakcji ale był pięć minut od plaży i panował na nim święty spokój. Za niewielką dopłatą mieliśmy do dyspozycji wyposażoną kuchnię – byliśmy jedynymi korzystającymi z niej. 

    Nasz kemping był w pobliżu Ghain Tuffieh czyli na Złotej Plaży na północno-wschodnim krańcu wyspy. Biegało po nim kilka kotów za którymi dziewczyny uganiały się cały czas, mieszkał wąż, rosła również mięta którą zalewaliśmy herbatą. Z wybrzeża robiliśmy sobie wycieczki autobusami – wyspa jest mała więc miejskim autobusem można zajechać wszędzie. Byliśmy w stolicy w Valletcie na jednodniowym wypadzie, zwiedziliśmy też Rabat z Mdiną. Na naszym wybrzeżu czasami zapuszczaliśmy się kawałek dalej do plaży już nie tak zatłoczonej. Niestety meduz żadnych nie zobaczyliśmy pomimo wielu znaków ostrzegających przed nimi:)

     uliczki Rabatu

   Któregoś dnie podczas powrotu z plaży Matylda spuściła na przystanku autobusowym wielki kamień na stopę więc od razu udaliśmy się do kliniki – szpitala w miasteczku Mosta nieopodal. Pierwszy raz skorzystamy z Europejskiej Karty Ubezpieczania wystawianej prze NFZ. . Na szczęście nie było żadnego złamania i już następnego dnia opatrunek odpłynął Matyldzie w morzu. Przy okazji w mieście zwiedziliśmy kościół św. Marii przykryty jedną z największych w Europie kopuł bez podparcia. Jest on widoczny z daleka, przypominał nam kopułę Meczetu na Skale w Jerozolimie wyróżniającą się od kamiennych zabudowań w półpustynnym krajobrazie.


        Wybraliśmy się również na sąsiednią wyspę Gozo na jednodniową wycieczkę. Wygląda jak zminiaturyzowana Malta – nie jest tak zatłoczona a ulicę stolicy Victorii są bardzo sympatyczne – nie mu tu żadnego wielkomiejskiej blichtru. Na Gozo wybraliśmy się nad zatokę Marsalforn by odwiedzić pomarańczową plaże z bardzo czystą wodą oraz do „ Lazurowgo Okna” czyli ciekawej formacji skalnej na wschodnim wybrzeżu Wyspy.



Po tygodniu spędzonym na Malcie i Gozo pewnej nocy spakowaliśmy nasz wielki namiot z przyległościami i odlecieliśmy do Warszawy.

               powrót  do  menu   podróże