Wyspy Zielonego Przylądka  z Matyldą  i Klementyną -   2012

                            

                                        Pełny album zdjęć:

                 


Wyspy Zielonego Przylądka z Matyldą i Klementyną ( 2012)

  

    Przeloty na Wyspy Zielonego Przylądka za 100 euro zobaczyliśmy już kilka miesięcy wcześniej na niemieckim Opodo, niestety wtedy płatność karta mi  nie przeszła  wobec czego promocja uciekła i  nie udało nam się kupić biletów. Jesienią zaś na last minuterze pojawiły się przeloty z pobytem na Cabo Verde– nasi znajomi Hania z Piotrem go zobaczyli i zaraz dali nam znać ( dzięki!) .

Pojawiały się wcześniej co prawda oferty niby „last minute” z krajowej Itaki ale za makabrycznie duże pieniądze i dzieci chceili nam liczyć tak jak dorosłych. Oferta na last minuterze która nas zaciekawiła była z hotelem,  również z  Itaki ale z  niemieckiej z   wylotem z Bazylei w Szwajcarii. Była   możliwość wzięcia „Zug Zum Flug” czyli w cenie podróż pociągiem przez całe Niemcy.

Ponieważ wylot był na wyspę Sal która jest bardzo mała, warto było wziąć przelot w pakiecie z hotelem, z wizami i z ubezpieczeniem a  miejsce pobytu  można było traktować jako bazę wypadową do eksplorowania całej wyspy. Na jedna osobę dorosłą wychodziło 330 euro na 7 dni ( przelot, pakiet "Zug Zum Flug" czyli przejazd pociągami przez całe Niemcy i autobusem na lotnisko  w Bazylei,  ubezpieczenie, wiza, hotel bez wyżywienia), za  Matyldę płaciliśmy  60 % ceny, Klementynka za darmo. 


Tak więc pewnego mroźnego i zasypanego śniegiem grudniowego dnia pojechaliśmy autem pod Zgorzelec gdzie wzięliśmy sobie nocleg w prawie nie ogrzewanej kwaterze:) Lekko wymarznięci ale cały czas z myślą o drinkach pod palmami, rano pojechaliśmy do Gorlitz. Z dziećmi nie jest jednak tak łatwo, źle sobie obliczyliśmy czas i nie starczyło nam go już na zostawienie auta w Polsce na wcześniej zabukowanym parkingu, tak więc zostawiliśmy go byle gdzie koło dworca kolejowego w Niemczech licząc na to że nikt z Deutsche Bahn nam go nie odholuje.


Potem cały dzień pociągami: lokalnym do Drezna, potem do Frankfurtu i następnie do Bazylei. Na bilet „Zug Zum Flug” można poruszać się pociągami klasy IC/EC express więc w każdym z nich jest przedział dla rodziców z małymi dziećmi . Są w nim zazwyczaj jakieś stacjonarne zabawki, łącznie z bujanym koniem na pokładzie, jest dużo miejsca , stoliki rozkładane itp. Tak że mimo że pociąg nabity nieprzeciętnie to zawsze mieliśmy miejsca w tych przedziałach. Do Szwajcariii dotarliśmy już mocno wieczorem – nawet niemieckie pociągi spóźniają się kiedy jest śnieżyca i zamieć:) .

Samolot mieliśmy następnego dnia więc w Bazylei wzięliśmy autobus w stronę lotniska ale wysiedliśmy kilka przystanków wcześniej i na nogach przeszliśmy do Francji do Sait Luis. Mieliśmy tam zarezerwowany wcześniej na booking'u pokój w hostelu. Mieliśmy trochę pietra bo ulice były bardzo oblodzone i śliskie a Matylda miała trochę dość po całodziennej podróży i trzeba było ją nieść oraz pchać wózek z Klementyną. Nie wiedzieliśmy też jak daleko jest do Francji i czy damy rady dojść tam na nogach. Nocne Szwajcarskie taksówki były raczej nie na naszą kieszeń. Hostel okazał się być tuż za granica francuską. Był bezobsługowy, na drzwiach tylko czekała na nas kartka powitalna w którym pokoju mamy się zabukować i z której skrytki pobrać klucze. Bardzo wcześnie rano wstaliśmy i znów poszliśmy do Szwajcarii żeby pierwszym rannym autobusem dokończyć drogę na lotnisko. W końcu mogliśmy ściągnąć zimowe kurtki które założyliśmy dopiero wracając z powrotem. Kilku godzinny lot był z przystankiem na innej wyspie przylądkowej Boavista i za chwilę już byliśmy na wyspie Sal.



wyspa Sal
Wyspy Zielonego Przylądka;  Sal - okolice  Santa Maria



Sal jest najbardziej jałowa spośród wszystkich zamieszkanych wysp, po wyjściu z lotniska można by stwierdzić że jest to „przedłużenie” Sahary.

Zakwaterowanie mieliśmy w nowo co otwartym olbrzymim osiedlu – kompleksie Villa Verde, prawie zupełnie pustym.

Zanim dziewczynki przyszły na świat w życiu byśmy nie pomyśleli o zamieszkaniu i spędzaniu czasu w takim miejscu, teraz jednak podróżując całą naszą gromadką wydało nam się to nieocenione i rzeczywiście przez cały pobyt można było wspaniale wypocząć a liczne udogodnienia jak np. codzienne sprzątanie, wymiana zasikanej pościeli, oraz mycie garów przez obsługę okazało się nieocenione.

Pokój” był apartamentem większym od naszego mieszkania z w pełni wyposażoną kuchnią, basenami, placem zabaw na zamkniętym kwartale ośrodka.


Wyspa Sal jest jedną z wysp zawietrznych więc jak sam nazwa wskazuje wieje na niej bardzo mocno. Nie odczuwa się gorąca bo cały czas wieje a temperatura jest całkiem przyjemna trochę poniżej 30 stopni.

Z powodu wiejących wiatrów wyspa jest ulubionym miejscem dla surferów, mnóstwo jest tu klubów gdzie można uprawiać różne odmiany tego sportu.

Ten rejon świata jest jeszcze bardzo przyjemny i nie zadeptany co pewnie będzie się szybko zmieniać sądząc po licznych rozpoczętych inwestycjach hotelowych i niepewnej sytuacji w innych rajach turystycznych typu Egipt - „po drugiej stronie” Afryki.


Nasza Villa Verde była pod miasteczkiem Santa Maria do którego można było dojść długim spacerem. Jak na afrykańskie standardy to życie nie wygląda tu najgorzej, mogli byśmy porównać je do Senegalu, nie ma biedy aż tak kłującej w oczy ale jest też typowy afrykański nieład i chaos. Knajpy nad morzem nastawione są oczywiście na turystów grubym portfelem ale jest ich niewielu, ciągle spotykamy tych samych. Można też się posilać w garkuchniach albo u miejscowych kobiet które nad brzegiem sprzedają CACHUPA prosto z wora nakładane do misek. Sprzdają je w  wersji budżetowej czyli gotowana kukurydza, fasola, zioła, maniok, słodkie ziemniaki albo
 w  wersji wypasionej czyli  z odrobiną ryby .


Wyspa Sal, Santa Maria obiadek

Wyspy Zielonego Przylądka;  Sal -  Santa Maria, CACHUPA  już pół zjedzona


Transportem lokalnym są małe busiki którym to wybraliśmy się do stolicy wyspy Espargos czyli miasteczka -szparagu. Nie ma nic w nim specjalnie ciekawego ale można leniwie poszwendać się i jak to w Afryce spędzić miło czas na nic nie robieniu.


W Santa Maria wypożyczyliśmy na jeden dzień małą Suzuki Jimmmny żeby zjechać całą wyspę. Sal ma jakiś 30 km długości i 10 km szerokości więc w jeden dzień można zobaczyć prawie wszystko. Na początek było Monte Lao czyli wygasły wulkan majestatycznie leżący na oceanem. Następnie skierowaliśmy się do Palmeiry czyli sennego miasteczka z malutkim portem gdzie przypatrywaliśmy się jak rybacy oporządzają mniejsze i całkiem wielkie ryby. Niedaleko Palmeiry leży bardzo ciekawy naturalny basen Buracona powstały w czarnej skale magmowej.

Co chwilę o skały rozbijają się fale i na wodzie pojawia się śnieżno biała piana co bardzo fajnie kontrastuje z czarnymi blokami skalnymi. Zaraz obok jest spora jaskinia w której można nurkować. Auto z napędem 4x4 okazało się być bardzo przydatne bo do wielu miejsc nie dałoby się inaczej dojechać. Z Buaracony pojechaliśmy na wschodnią cześć wyspy do malowniczego Pedra de Lume. Co chwilę napotykamy się tu na pozostałości konstrukcji do wydobywania soli. W olbrzymim kraterze są niezliczone ilości opuszczonych salin w kolorze niebieskim , różowym , zielonym. Kiedyś to miejsce słynęło z eksploatacji salin i duże ilości soli były stąd wywożone w do portu. Dzisiaj przypominają o tym resztki linii kolejowej wybudowanej specjalnie do transportu soli, wraki statków, zardzewiałe instalacje do odsalania. Miejsce ma specyficzny klimat, jest całkowicie opustoszałe i robi przygnębiające wrażenie.


Kolejne dni spędziliśmy głównie plażując, robiłem wyborne spaghetti w naszym apartamencie i potem niosłem to w garach na plaże do dziewczyn. W dniu moich urodzin wybraliśmy się na langustę, a na plaży podpięliśmy się pod bar kilku gwiazdkowego hotelu i wmieszawszy się wśród gości hotelowych korzystaliśmy trochę z niego.

O zbliżających się świętach świadczyła na centralnym rondzie miasteczka wielka choinka budowana z pustych butelek.


Tydzień zleciał bardzo szybko – słońce zdążyło nas strzaskać bardzo mocno, a my z dziewczynami będziemy długo jeszcze tęsknić za rwącymi falami Cabo Verde.


           Wyspa Sal - wybrzeże

Wyspy Zielonego Przylądka, Sal -  Santa Maria

                                                             powrót  do  menu   podróże